Link 10.05.2008 :: 23:56 Komentuj (0)
Świat dorosłych. Krok w tył, krok w przód. Milion snów i "czy ja aby jestem na tyle dojrzała?". Nerwy. Łzy, bo przecież "którą bluzkę na siebie założyć?". Ryzyko. Uśmiech. Uff?

Na deser: Panasewicz.




Link 09.05.2008 :: 14:17 Komentuj (0)
Jak czytam to co napisałam w tej notce (a czytam i tak niedokładnie, bo John cały czas nuci) to mam wrażenie wszechogarniającej rozpaczy, a wcale tak nie jest, więc na pociechę dodam niekradzione zdjęcia, prosto z najfajniejszego Krakowa i się uśmiechnę, o!


































Link 09.05.2008 :: 13:19 Komentuj (0)
Wypiłam kawę.
Mokre oczy, anita i john.
Wielkie tablice pełne zdjęć za szklaną szybką, niczym historia palcem na wodzie napisana. Marilyn Monroe i taki seks w wielkim mieście. Ucz się ucz, bo nauka to potęgi klucz, a wstyd nie znać odpowiedzi na żadne pytanie profesora, choć opowiada o spermie i o tym, że w naturze potęga.
Rower, oderwanie, marzenia o przeprowadzce i nauka razy 5, choć i tak nie wierze, że zdam to wszystko w takim "ekspresowym" czasie.

Łakocie na poprawę.



Link 08.05.2008 :: 00:12 Komentuj (0)




moje małe kicaje kupione w.....drogerii ;) ot tak po prostu, nic więcej.

Ps. Pytanie za sto punktów; co należy zrobić z wykładowcą, który nazywa studentów "ćwokami" i prawdopodobnie nie wie, że nazwał ich tak w mailu, który właśnie do nich wysłał?


Link 29.04.2008 :: 01:01 Komentuj (0)


Bezpieczny własny świat.



Link 28.04.2008 :: 00:46 Komentuj (0)
A dzień...a dzień ten należał do Panów różnych różnistych, którzy jakby wyczytali z mega czoła: "wstałam dziś lewą nogą" (o ile w ogóle można nazwać wstawaniem, lekko ponad trzygodzinne podnoszenie się) i zacnie próbowali moje ego unieść w górę, zgodnie z zasadą "kto da więcej". Wszystko to oczywiście z maxi rezultatem oraz mini skutkiem ubocznym (tak, miałabym anoreksję gdybym nie była taka leniwa).
A wieczór...wieczór to spowiedź przed kolegą, który nigdy nie zawiódł, bez łez i krzyku, raczej ze spokojem i wstydem, z nadzieją na to, że może kiedyś przebaczę sobie wszystkie moje podłe grzechy i że będzie "już dobrze, spokojnie kochana". Tyle, cmok.

+ cytat: "I nie sugeruj się mamą" ;) czyli mistrz świata w butach ze zwierzakiem


zdjęcie tradycyjnie skradzione.


Link 23.04.2008 :: 15:16 Komentuj (0)
W mojej małej kawiarence są wygodne fotele, stoły na nóżce okrągłe, piękne, są szklane świeczniki, duże okna. Są też i czajniczki; każdy inny, każdy bardzo kolorowy, odmienny, dopasowywany do osobowości klienta. Filiżanki w mojej małej kawiarence przybierają różne kształty i wielkości; jedne do espresso, inne do pysznej latte z syropem. Jedną ścianę baru zapełniają alkohole dla zmęczonych pracą mężczyzn, lub też tych porzuconych przez piękne, opiekuńcze kobiety, którzy już od progu zamawiają whisky. W mojej małej kawiarence słychać przyciszoną lecz głośną muzykę z filmów Kieślowskiego, oraz chichot koleżanek plotkujących na tematy erotyczne z życia wzięte. W powietrzu unosi się zapach zamawianej przez wszystkich szarlotki z lodami oraz kawy prosto z Afryki. W mojej małej kawiarence.


















PS. Wszystkie zdjęcia zostały oczywiście (jak prawie zawsze) bezczelnie skradzione z pewnej pysznej strony.
Ps.2 To wcale nie jest któraś ze stron mojej żony na N., gdyż uważam że nie byłaby Ona w stanie zrobić np. takich ciasteczek- nie z braku umiejętności, raczej z łakomstwa, które nie pozwoliłoby doprowadzić procesu przygotowania do końca.


Link 23.04.2008 :: 00:55 Komentuj (1)
Rok temu był piątek; szpilki, kiecka, pożegnania, łzy, kwiatki, laurki, podziękowania, nadzieje, westchnienia, ulgi i poczucie dorosłości.

Minął najszybszy rok mojego życia.




Link 21.04.2008 :: 01:55 Komentuj (1)
Ten tydzień był pouczającym katem. Uświadomił, że wcale nie jest fajnie pracować 17 godzin na dobę i że nie tędy droga moja droga. Średnio żyje się w miejscu, gdzie owszem meble mam już poustawiane, a remont dawno za sobą, ale gdzie łóżko jest niepościelone (bo po co?) a regały świecą pustką, bo ich zawartość jest porozrzucana dookoła. Teraz tylko nocne ogarnianie, jazz, woda w litrach i kawa z alkoholem.




Link 14.04.2008 :: 21:04 Komentuj (0)
Każdy dzień..

..jest celebracją małej kawki z duuuużą ilością mleka oraz duuużej zielonej herbatki bez cukru, jest wywiązywaniem się z obowiązków, które sama sobie narzucam, kupowaniem rzeczy najważniejszych (tak, ta mała szara przepiękna torebka na przepięknym srebrnym łańcuszku jest o wiele ważniejsza niż postanowienie: "jedziemy kupić biurko Mamo"), jest solidną dawką pracy, która choć wychodzi mi uszami została przeze mnie chyba już pokochana i zaakceptowana w 100%, jest nauką i postanowieniem: "pójdę na zaliczenie" (na które z reguły i tak zasypiam lub nie mam czasu ostatecznie przed wyjściem powtórzyć materiału, bo zjawia się wtedy kolejna partia pracy zabierająca mi ostatnią wolną godzinkę), jest zachwytem nad pięknymi propozycjami pięknych projektantów mebli, rzeczy przydatnych mniej i przydatnych bardziej, jest czytaniem tekstów, przeglądaniem albumów ze zdjęciami najlepszych fotografów i odkładaniem pieniędzy na te najcięższe, jest kochaniem Karla, Nigelli, Magdaleny C., a dziś to nawet Vivienne Westwood (bardziej za osobowość niż za wygląd, bardziej za przykład niż za wzór do naśladowania), jest słuchaniem Late Night Jazz Lounge i Między Nami część obojętnie która, jest planowaniem wielkiego przemeblowania swojego pokoju i życiem wśród pustych regałów, książek porozrzucanych na ziemi i kartonów zapełnionych bibelotami, które pewnie bym wyrzuciła ("..ale"), jest spotykaniem ludzi mniej lub bardziej praktycznych, rzekłabym mniej lub bardziej przydatnych lub też mniej lub bardziej mądrych, porankami z wasą i wieczorami wśród "kowbojskiej" muzyki, jest szczęściem, jest spełnieniem, jest udowodnieniem sobie i innym przy okazji, że jest fajnie, że wystarczy chcieć i zrobić dobry plan i że z każdej, nawet najbardziej krytycznej sytuacji można wyjść, bo rozwiązania są i wystarczy je znaleźć.




2008
maj
kwiecień
marzec